Zarządzanie kolorem cz. 1

Jak jest z tymi kolorami?

Nie da się napisać o zarządzaniu kolorem krótko. Nie da się tego ograniczyć do informacji – zrób to i to i będzie dobrze. Nie bez powodu jest garstka ludzi na świecie, którzy ogarniają ten temat w stopniu, który pozwala przekazywać tę wiedzę dalej. W internetach jest mnóstwo tutoriali – lepszych i gorszych – prowadzone są szkolenia, które często niosą za sobą tak szeroki przekaz, że wprowadzają w głowach osób, które dopiero zaczynają przygodę z kolorem, niemałe zamieszanie.

Pomińmy zatem bardzo skomplikowaną teorię, skupmy się na prostym i praktycznym zarządzaniu kolorem, które każdej osobie zajmującej się fotografią na pewno się przyda. Opiszemy cały proces w taki sposób, żeby z kolorem sobie radzić i się go nie bać a przede wszystkim, żeby nie tworzyć legend niemających wiele wspólnego z praktycznym zastosowaniem. Spróbujmy zatem prześledzić co się dzieje z kolorem od początku – czyli od momentu kiedy widzimy piękną scenę w pięknym świetle, przez wykonanie zdjęcia, edycję, aż do przeniesienia zarejestrowanego obrazu na papier.

Zajmujemy się różną fotografią. Większość z nas jest wybitnymi fotografami ślubnymi, okolicznościowymi, noworodkowymi, reportażystami. Jest też na pewno spora rzesza fotografów przyrodników i landszafciarzy. Doskonale radzimy sobie też z fotografią rodzinną, która jest z wiadomych względów ograniczona do trzymania na dyskach albo – od czasu do czasu – wklejenia zdjęcia do albumu rodzinnego. Każdy z nas inaczej widzi świat przez obiektyw. Wszyscy inaczej widzimy kolory, które nas otaczają. Jedni z nas lubią mocny kolor i dynamikę zdjęć weselnych a inni szarość miasta przekładaną na kontrastową fotografię czarno-białą. Bez względu na to jakie zdjęcia preferujemy, cały proces powstania fotografii to tak naprawdę światło i kolor. Tych dwóch czynników nie da się oddzielić od siebie. Kiedy zapada w nas nieodparta chęć zarejestrowania jakiegoś obrazu na fotografii, bierzemy w dłonie aparat i… No właśnie…

Światłem operujemy w miarę dobrze. Bardzo mocno pomaga nam w tym elektronika aparatu, światłomierz, albo głębokie doświadczenie i praca w trybie manualnym. A co z kolorem? Większość z nas wie, że jest coś takiego jak balans bieli. Balans bieli to oczywiście niezwykle istotny wynalazek.

Kiedyś filmy fotograficzne były (przeważnie) przystosowane do fotografii w świetle dziennym o standardowej temperaturze. Zdarzały się też serie negatywów przystosowane np do światła żarowego albo do świetlówek. Można było też posiłkować się filtrami na obiektywy, które pomagały zrównoważyć dominanty kolorystyczne światła sztucznego. Najczęściej stosowaną metodą było błyskanie lampą, zawsze i w każdych warunkach. Po co? Lampa zmniejszała nieco kontrasty przez rozświetlenie miejsc zacienionych, ale jej zastosowaniem było też wyrównanie koloru światła albo wręcz całkowite przejęcie kontroli nad światłem wpadającym do aparatu. No bo skoro film lubi 5600, to trzeba mu takiego koloru dostarczyć obcinając wszystkie inne barwy światła. W ten sposób uzyskiwaliśmy obrazek, który dawał dobry efekt a małe niedoskonałości dało się w miarę łatwo skorygować a trakcie naświetlania na papier (mówimy o maszynach LAB). Wtedy raczej nikt nie myślał na poważnie o skanowaniu i edycji.

Elektroniczna matryca w aparacie cyfrowym zmieniła sprawę regulacji barwy światła. I to właśnie jest balans bieli. Elektronika aparatu jest zaprogramowana w taki sposób, że jeśli ustawimy balans bieli na słoneczny dzień, światło żarowe albo zdjęcia w cieniu, to zostaną wprowadzone korekcje punktu bieli. Czyli możemy sobie go dynamicznie przesuwać. Już nie jesteśmy ograniczeni do 5600, ale „tłumaczymy” naszej matrycy, że żółte światło z żarówki jest tak naprawdę białe (i aparat uznaje, że biały to już nie 5600 a 3200) albo światło w cieniu nie jest niebieskie tylko właśnie białe (nie 5600 a np 7800). Co to daje? No to, że jak komuś zrobimy zdjęcie przy lampce nocnej to kolor skóry będzie względnie naturalny a nie jak po przenoszonej i nieleczonej żółtaczce, natomiast jeśli zrobimy piękny portret w cieniu rozłożystego dębu, to osoba fotografowana nie będzie wyglądała jak wyciągnięty latem z jeziora z łyżwami na nogach… rozumiemy się, nie? To jest w skrócie balans bieli. No ale producenci poszli znacznie dalej i w menu umieścili coś ciekawszego – przestrzeń barwna i dali wybór – sRGB albo AdobeRGB. I zaczynają się schody. W tym momencie każdy sięga do wyszukiwarki i zaczyna mniej więcej zapoznawać się tajnikami tego trudnego zagadnienia. I co? I każdy pisze coś innego. Ilu fotografów tyle opinii. Na forach kłótnie i przepychanki, jakieś przykłady lepsze i gorsze…

Rozwiązania są dwa. Jedni wybierają opcję default i zapominają o temacie. No ale jak ktoś jest nerdem do musi drążyć. Jeśli wiedza w internetach nie wystarcza, to zapisujemy się na szkolenie. Tam wychodzi młody łysy pan z bujna brodą, rogowymi oprawkami okularów a’la lata 60 w modnej koszulce, (hipster taki…) wyciąga swojego Macbooka i zaczyna przekazywać wiedzę tajemną. Piękne zdjęcia, wykresy, wzorniki… i tak ze dwie godziny. No a później już tylko wspólna fotka z uczestnikami na fejsika, inkasacja należności za szkolenie i do domu. Każdy wraca naładowany wiedzą po pachy, nabuzowany jak młody bąk na wiosnę. W domu wyciąga wszystkie sprzęty, mierzy, zmienia ustawienia, zarządza barwą jak prawdziwy ajatollah koloru. I..? i rezultatem tego jest wysyłanie plików na odbitki LAB w 16 bitowych tifach w przestrzeni ProPhotoRGB. Jestem PRO! Trochę nie tak…

Teraz wchodzimy my – cali na biało… :)

Przestrzeni barwnych jest całe mnóstwo. Skupmy się na tych, które są najczęściej stosowane i o których coś tam wiemy – sRGB, AdobeRGB i ProPhotoRGB. Miało być prosto więc będzie prosto.

sRGB – przestrzeń w której pracuje 99% cyfrowego świata. Jest to standardowa przestrzeń, w której rejestruje się cyfrowe obrazy, w której (w zdecydowanej większości) pracują nasze monitory, tablety, smartfony i przestrzeń, w której zapisany jest cały Internet. Co więcej… jest to przestrzeń barw tak szeroka, że te 99% monitorów nie jest w stanie jej nawet poprawnie wyświetlić a my –  w zdecydowanej większości – jej ogarnąć. Co więcej… nawet urządzenia służące do przenoszenia zdjęć na papier często nie są w stanie przenieść jej w pełnym zakresie… Taka jest szeroka… Uff…

AdobeRGB – no właśnie… Ta przestrzeń jest jeszcze szersza. Jakiś demiurg wydumał sobie, że tych kolorów może być jeszcze więcej. Skoro tak jest, to czemu nie utrudnić sobie życia i nie brnąć dalej? Poza tym pamiętajcie – cyfrowy świat nie lubi przestojów. Jeśli wszystkim spokojnie wystarczyłby komputer z procesorem core2duo 2,0Ghz i sRGB to na świecie z miliard ludzi straciłoby pracę a my byśmy nie wiedzieli co robić z nadwyżkami gotówki. Króliczek nie jest po to, żeby go złapać ale żeby wciąż gonić… a my lubimy gonić… Przestrzeń Adobe jest starsza niż węgiel a dopiero teraz zaczynają się pojawiać wyświetlacze, które jako tako są w stanie ją wyświetlić. Czyli co? Do tej pory istniała tylko teoretycznie? No trochę tak. Przede wszystkim wzrosły możliwości reprodukcji kolorów na papierze. Współczesne maszyny LAB są w stanie naświetlić miejscami więcej niż sRGB. Drukarka fotograficzna zdecydowanie więcej. Monitory renomowanych producentów pokazują 99% AdobeRGB. Czyli zaczęło być o co walczyć.

ProPhotoRGB – czyli kolejny wynalazek, który ma nam uświadomić jak ograniczeni jesteśmy w reprodukcji kolorów. Skoro AdobeRGB trafiło do amatorskiego odbiorcy to już jest mało pro i wspomniani wcześniej panowie w modnych koszulkach czuliby się w takim towarzystwie nieswojo… :) ProPhoto to przestrzeń jeszcze szersza… i ta naprawdę istnieje tylko teoretycznie. Chyba żaden monitor nie jest w stanie jej wyświetlić a żadna drukarka przenieść na papier. No ale jest bo jest. Istnieje np po to, żeby taki doskonały program jak Adobe Lightroom mógł sobie w niej domyślnie pracować.

Ok, przejdźmy do praktyki. Jak zatem ustawić aparat?

Odpowiemy bardzo, bardzo praktycznie:

Jeśli chcesz mieć ładne zdjęcia do pokazywania w Internecie, jeśli chcesz mieć ładne odbitki i nie wiesz co to znaczy konwersja między profilami, nie wiesz nawet co to są profile, nie wiesz jak to stosować i interesuje Cię tylko i wyłącznie dobre zdjęcie prosto z aparatu, bez zagłebiania się w obróbki i majstrowanie przy zdjęciach, robisz zdjęcia tylko w JPG – ustaw sRGB i zapomnij o temacie. Poważnie. Jeśli w tym momencie chcesz przestać czytać dalej to jest najlepszy moment. Zostań przy sRGB i na pewno wszystko będzie bardzo dobrze.

Jeśli interesujesz się kolorem i możliwościami jakie niesie profesjonalne przenoszenie zdjęć na papier, jeśli edytujesz zdjęcia w profesjonalnych programach graficznych i fotografujesz w JPG (to najpierw przestań to robić :) ) to ustaw w aparacie przestrzeń barw na AdobeRGB. Wiadomo – więcej znaczy lepiej, ale tylko pod warunkiem, że z tą nadwyżką jesteś w stanie sobie poradzić i co najważniejsze – jesteś w stanie tę nadwyżkę zauważyć.

Jest też trzecia opcja. Fotografuj w trybie RAW. Wtedy nie ma żadnego znaczenia co ustawisz w aparacie. Nie będziemy pisać co to jest RAW bo to inna historia. Przy kolorze skupmy się tylko na informacji, że RAW nie ma przypisanej przestrzeni barwnej. Nadajesz ją dopiero przy „wywołaniu” pliku RAW czyli jego konwersji – po edycji – do pliku TIFF lub JPG.
Co my polecamy? Generalnie – jeśli chcesz przenosić zdjęcia na papier i zajmujesz się fotografią w sposób zaawansowany – ustaw AdobeRGB albo jeszcze lepiej – fotografuj w RAW, edytuj zdjęcia i do Internetu w sRGB, na papier AdobeRGB. I teraz rzecz bardzo istotna. Świat wymyślił coś takiego jak konwersja między profilami. W zasadzie można konwertować w każdą stronę – da się – ale jak rozsądek podpowiada – poprawna jest konwersja tylko w jedną stronę – z przestrzeni szerszej na węższą. Chyba nie musimy tłumaczyć dlaczego w drugą stronę nie?

Dlatego, jeśli nie do końca wiemy co dalej będzie działo się z naszymi zdjęciami – czy tylko będą zalegały na dyskach, czy może ktoś zechce sobie powiesić takie zdjęcie wydrukowane na ścianie – najlepiej trzymać pliki RAW a jeśli z jakiegoś niezrozumiałego powodu nie chcecie tego czynić, to trzymajcie sobie pliki w szerokiej przestrzeni barwnej. Zawsze będzie można je skonwertować do dowolnej innej – np sRGB do pokazania w Interenecie, przesłania komuś pocztą lub do ustawienia tapety na monitorze albo… do konwersji do profilu papieru ale o tym dalej. Dlaczego nie ProPhoto? No chyba dlatego, że nic nie jest w tanie jej ogarnąć. Monitor nie pokaże, drukarka nie wydrukuje, LAB nie naświetli… To skąd się bierze u ludzi chęć posługiwania się materiałami w tej przestrzeni?

No chyba dlatego, że:

po pierwsze – się da. Czyli skoro oprogramowanie mi na to pozwala, to chcę być PRO na maxa. Mam Macbooka, mam super lustrzankę z trotyliardem pixeli, fotografuję dla wielkich agencji, moje pliki będą drukowane na wystawach w formacie 100x150cm na barytowym papierze.

po drugie – bo tak mi powiedział wspomniany pan na szkoleniu. Wincyj, wincyj i jeszcze raz wincyj! On tak robił to ja też chyba powinienem… tak? Nie…?

po trzecie – i tu już bez ironii… Jeśli pracujesz w duecie oprogramowania Adobe Lightroom i Photoshop, to plik przenoszony z LR do PS nie jest po drodze konwertowany. To oczywiście wymaga odpowiedniego ustawienia zarówno eksportu w LR jak i przestrzeni barwnej w której pracuje PS, ale to zapewnia, że nic nie tracimy po drodze. Ważna informacja – do zabawy w ProPhotoRGB potrzebna jest praca na plikach 16 bitowych. Skoro 16 bit to siłą rzeczy TIFF bo zwyczajnego JPG nie da się zapisać w 16 bit. Dlaczego 16 bit? Bo zdecydowanie większa przestrzeń a co za tym idzie ilość informacji o kolorze musi gdzieś się zmieścić. Przypominamy, że to wszystko w dużym uproszczeniu. I stąd pojawiają się te 16 bitowe pliki TIFF w ProPhotoRGB przesyłane do naświetlenia na odbitki… :) One są po prostu… PRO.

Teraz kilka zdań o profilach.

Przede wszystkim odróżniamy przestrzenie robocze od profili urządzeń czy podłoży. Wspomniane wyżej przestrzenie barwne to tzw. przestrzenie robocze. W nich pracujemy nad plikiem i one determinują ilość kolorów którymi dysponujemy. Żeby móc z nimi pracować, trzeba najpierw móc je zarejestrować a później zobaczyć. Rejestrację omówiliśmy. Tu w zasadzie problemu nie ma. Z oglądaniem jest gorzej. Większość urządzeń jest przystosowanych do pokazywania przestrzeni sRGB… i to w dodatku źle. Garstka monitorów graficznych pokazuje AdobeRGB i potrafi stwarzać sporo problemów, bo jeśli się ich odpowiednio nie skalibruje to pokazują banialuki. Monitor wyjęty prosto z pudełka nie jest poprawnie skalibrowany. Przy czym w monitorze za 500 czy 1000 zł odchylenia będą bardzo duże natomiast w takim za 5000 czy 10000 raczej niewielkie. Monitor musimy oprofilować.

Jak to wytłumaczyć… każdemu z nas rosną włosy na głowie. Gdybyśmy ich nie myli, nie czesali, nie formowali z nich modnych fryzur to wyglądalibyśmy… źle. I nikomu byśmy się nie podobali. Jeśli elegancko włosy umyjemy, pójdziemy do dobrego salonu i uformujemy z nich modną fryzurę to zaczynamy wyglądać jak ludzie i w dodatku jesteśmy wizualnie atrakcyjni dla innych osób. Tak jest z monitorami. Monitor wyjęty z pudełka pokazuje co chce i jak chce. Powiedzmy, że jest tam jako tako przez producenta przyczesany przed sprzedażą. My natomiast profilowaniem tego monitora jesteśmy jak ten salon fryzjerski. Układamy te kolory w taki sposób by były dobre, najlepsze jakie się da uzyskać.

Profiluje się do jakiegoś standardowego wzorca. Czyli tak jak przyjść do fryzjera ze zdjęciem znanego aktora i powiedzieć Pani – o tak poproszę. I teraz… jeśli urodą przypominamy tego aktora to powiedzmy, że da się uzyskać podobną fryzurę. Przekładając to na monitor – jeżeli jest to produkt wysokiej klasy, to chętnie dostosuje się do wzoru i będzie poprawnie wyświetlał kolory. Natomiast jeśli przyjdzie do fryzjera ktoś z buzią okrągłą jak księżyc w pełni i łysinką na czubku a przyniesie zdjęcie Clinta Eastwooda jak miał 30 lat i powie – tak ma być… no to się nie da. I to są właśnie monitory biurowe. Choćby nie wiem jak bardzo go błagać i prosić to nie dostosuje się do wzorca, bo to zwyczajnie nie jest możliwe. Można tupecik, można próbować coś tam rzeźbić, ale to nie będzie to czego oczekujemy. Jesteśmy w stanie wydać poważne pieniądze na aparat… ale wydanie ułamka tej kwoty na monitor jest problemem? Czemu? Bo nie da się pokazać na mieście z drogim monitorem tak jak z drogim korpusem? Warto pomyśleć i ulokować dobrze priorytety. Jeśli nie dla komfortu pracy to przynajmniej w trosce o zdrowie swoich oczu.

Monitory można profilować dwojako:

Kalibracja sprzętowa – polega na ustawieniu monitora w zakresie możliwości jakie daje nam jego własna elektronika. Monitor po kalibracji jest w zasadzie liniowy a profil jest tworzony w systemie, żeby oprogramowanie mogło z niego korzystać.

Kalibracja standardowa – zakres regulacji dostępny przez elektronikę monitora jest w zasadzie nijaki. Profil zawiera informacje, które są nanoszone do LUT karty graficznej. Czyli regulacje w karcie graficznej mają naprawić niedoskonałości wyświetlacza.

Często pojawia się pytanie – czy wymiana karty graficznej wymaga wykonania nowego profilu? NIE.

Można też profilować aparaty. Są do tego odpowiednie narzędzia… aaallle czy to ma jakiś większy sens… tak czy inaczej nie jest to zbyt popularne.
No dobrze, zrobiliśmy zdjęcie i je widzimy.

Aha… jeszcze krótko o oprogramowaniu. Zdjęcie wykonane i zapisane w sRGB będzie poprawnie wyświetlone na każdym urządzeniu, w każdym programie i każdym systemie operacyjnym. Zdjęcia w szerszych przestrzeniach już nie. Oprogramowanie musi mieć tzw. moduł zarządzania barwą (CMS). Nie dość, że musi go mieć, to trzeba go odpowiednio ustawić. Skupmy się na oprogramowaniu Adobe LR i PS. Ustaliliśmy, że LR pracuje w bardzo szerokiej przestrzeni. W sumie słusznie, bo służy edycji plików RAW, które tej przestrzeni nie mają przypisanej. Po co wprowadzać ograniczenia na samym wstępie. Czyli w LR przy imporcie nic nie ustawiamy bo nie ma nawet gdzie. Tu wszystko zależy od monitora jak dużo jest w stanie pokazać.  Pojawiają się często pytania – po co ProPhoto skoro mój monitor wyświetla tylko AdobeRGB? Hmm… a czy ktoś zabrania jechać autem 80km/h na drodze na której dozwolona prędkość to 120km/h? Można. Nie wykorzystuje się pełnej dozwolonej prędkości ale nie łamiemy przepisów. W drugą stronę jest gorzej. Jeśli jedziemy 120km/h w terenie zabudowanym gdzie dozwolone jest 50km/h to podlegamy karze :)

Kolejne wtrącenie – to że monitor jest np sRGB nie oznacza, że nie możemy pracować w szerszej przestrzeni. Kolory, które są położone poza przestrzenią sRGB i tak wykraczają często poza nasze możliwości postrzegania. To już nie są kolory zasadnicze, np brak czerwonego czy zielonego ale niuanse, jakieś odcienie. Co z tego, że Adobe jest w stanie wyświetlić lepszy fiolet jeśli i tak większość aparatów w JPG zamiast fioletu zarejestruje granat… sprawdźcie sami 😉 Mówimy zatem o subtelnym zakresie kolorów. Dla laborantów z lupką (takich jak my) to odkrycie na miarę życia na Marsie. Dłubiemy nad profilem żeby uzyskać jakiś tam zakres niebieskiego lub jakiś ciepły głęboki żółcień, których i tak większość nie zobaczy.
I wreszcie PS. Tu pracujemy już z plikiem TIFF lub JPG, ewentualnie PSD, ale już z przypisaną przestrzenią barwną. Musimy zatem powiedzieć programowi co chcemy widzieć. W ustawieniach kolorów można zrobić to dwojako. Albo ustawić przestrzeń w której edytujemy plik albo zostawić domyślnie sRGB ale!!!! ustawić ostrzeganie przy otwieraniu plików z inną przestrzenią barwną. Wtedy przy każdej próbie otworzenia pliku np w AdobeRGB, PS zapyta co ma z tym zrobić… zostawić w tej przestrzeni w której jest i wtedy automatycznie będziemy pracować nad plikiem w jego przestrzeni barwnej, albo oznaczyć konwersję do przestrzeń węższej – np sRGB.

Uwaga!!!! NIGDY przenigdy w zarządzaniu kolorem ustawianym w oprogramowaniu nie ustawiamy profilu monitora! NIGDY przenigdy nie pracujemy w przestrzeni barwnej monitora! Nigdy nie podajemy profilu monitora jako przestrzeni roboczej. To trzeba sobie zapamiętać. Jeśli program ma odpowiednie okienko w którym podaje się profil monitora, to tam można. I tylko tam, gdzie konkretnie jest miejsce na podanie profilu monitora.

Profil monitora musi być odpowiednio zainstalowany w systemie operacyjnym. To jest moment w którym dobrze jest poradzić się kogoś kto na pewno wie co i jak niż grzebać samemu albo polecić to komuś kto tylko słyszał jak to zrobić albo wydaje mu się, że słyszał. O ile w komputerach Apple jest to proste i nie ma problemów żeby w razie czego naprawić jak ktoś pomiesza (nie da się pomieszać chyba) to w Windows można narobić dużych szkód i czasem naprawdę ciężko to ponaprawiać. Modłu zarządzania kolorem zawiera bardzo wiele ustawień i opcji.  Nie piszemy więcej. Jeśli zlecicie profilowanie dobrej firmie, to na pewno wszystko będzie ustawione poprawnie.

Ok… ogarnęliśmy zarządzanie kolorem od wykonania zdjęcia do zakończenia edycji na komputerze. No to teraz przenosimy na papier.

Technologii druku jest wiele. Są lepsze i gorsze. Jedne nadają się do reprodukowania zdjęć wysokiej jakości, inne się nie nadają, bo są stworzone do zastosowań graficznych. My skupimy się na dwóch formach, najbardziej popularnych – odbitkach LAB i wydrukach pigmentowych.

Nieprawdą jest, że profiluje się urządzenie – np maszynę LAB albo drukarkę. Profiluje się zawsze papier. Możliwości maszyny są zawsze takie same. Jeśli wyłączymy zarządzanie kolorem i każemy maszynie LAB naświetlić odbitkę albo drukarce wydrukować cokolwiek, to wykona swoją pracę z całą mocą. Da z siebie absolutnie 100% swoich możliwości. Tak właśnie drukuje się tablice testowe do wykonania profilu. Czyli każemy maszynie wypruć się do granic możliwości jakie wydumał producent… nie – nawet więcej – jakie daje laser albo są w stanie przenieść na papier pigmenty. Po wykonaniu takiego wydruku robimy bardzo podobną rzecz jak z monitorem. Przy pomocy spektrofotmetru dokonujemy pomiaru takiej tablicy testowej a kolorymetr po zmierzeniu każdego koloru dopasowuje go do wzorca. Czyli jeśli niebieski wpada za bardzo w zielony i jest za ciemny w stosunku do wzorca, to kolorymetr wprowadzi odpowiednie korekcje do profilu. Zmieni  jego odcień i odpowiednio go rozjaśni. I tak właśnie procedura wygląda dla każdego koloru. Czym więcej różnych odcieni i kombinacji kolorystycznych zawiera tablica testowa, tym dokładniejszy będzie profil.

Procedura profilowania papieru jest czasochłonna i dość skomplikowana. W trakcie przygotowania profilu jest możliwość wprowadzenia znacznie większej ilości danych niż w przypadku monitora. No ale tu nie grzebiemy w żadnej elektronice. Proces tworzenia profilu do papieru jest bardziej analogowy. Możliwości kombinacji znacznie szersze. I na koniec ważna informacja – profil tworzy się osobno dla każdego podłoża. KAŻDEGO. W przypadku maszyny LAB nieprawdziwa jest obiegowa opinia, że wystarczy zrobić profil powiedzmy jeden dla papieru Kodak Endura PRO i będzie się nadawał do każdego podłoża – matowego, błyszczącego i silk. Struktura powierzchni papieru ma duży wpływ na postrzeganie kolorów ale przede wszystkim na tonalność papieru czyli maksymalny punkt bieli mieszczący się w zakresie oraz maksymalny punkt czerni. Inaczej będzie to wyglądało w papierze błyszczącym a inaczej w papierze silk. Błysk będzie znacznie pojemniejszy w zakresie D-max. Silk natomiast będzie miękki czyli cienie nie będą tak czarne. Tak więc – każde podłoże = osobny profil. Taka sama zasada dotyczy profilowania papieru do drukarek. Każdy papier ma inną biel, każdy różni się strukturą. W przypadku druku pigmentowego dochodzi jeszcze jeden czynnik. O ile papier fotograficzny bardziej jest ograniczony możliwością lasera naświetlającego to w przypadku druku często ograniczeniem dla gamutu (czyli ilości koloru, który da się nanieść na papier) jest papier. Jedne papiery gamut będą miały większy, np papiery powlekane a inne – np bawełniane finearty – mogą mieć ciut mniejszy. Oczywiście to są niuanse, ale trzeba o tym wspomnieć. Znacznie poważniej rzecz się ma w zakresie rozpiętości tonalnej. Papiery powlekane mają ogromne możliwości zarówno w odzwierciedleniu świateł jak i głębokich czerni. Papiery fineART niepowlekane mają czerń zdecydowanie delikatniejszą. Są to tzw. papier miękkie. Nie stosuje się ich do drukowania zdjęć mocno kontrastowych.

Uwaga!!! Podobnie jak w przypadku monitorów – nigdy nie ustawiamy profilu papieru jako roboczej przestrzeni barwnej. Nie wolno tego robić i jest to błąd, który często jest popełniany.

Można natomiast taki profil wykorzystać do tzw. soft proof. Polega to na tym, że możemy w PS zasymulować przy pomocy profilu papieru, jak będzie wyglądał gotowy wydruk. Soft proof uwzględnia informacje o kolorze, rozpiętości tonalnej papieru oraz o barwie papieru. Oprogramowanie przygotuje nam wizualizację wydruku. Można sobie ustawić ostrzeżenie o kolorach, które wykraczają poza gamut. Będą wtedy oznaczone na takim podlądzie kolorem szarym. Pamiętać trzeba, że taki softproof nie jest do końca miarodajny. Monitor świeci, papier odbija światło. Monitor świeci stałym światłem D65, natomiast wydruk zawsze odbije światło zastane. Inaczej będziemy postrzegać wydruk czy odbitkę oglądaną wieczorem przy żarówce a inaczej w słoneczny dzień oglądaną przy oknie. Inaczej będzie widać kolory o godz. 13 a inaczej o 18. Ludzkie oko wykonuje błyskawiczna adaptację. Wydaje się nam, że pozornie zawsze widzimy to samo… ale tak nie jest :) Test? proszę bardzo. Ustaw balans bieli w aparacie na stałe na 5600. Zrób zdjęcie odbitki papierowej położonej na parapecie o 10 rano 13 po południu i powiedzmy o 18.

Po co nam te profile papierów? No dokładnie tak samo jak było wcześniej z tym fryzjerem. Profil układa nam kolory w logiczną całość. Drukarka dobierze proporcje poszczególnych tuszy w taki sposób, żeby kolor był odpowiedni. Profil też uwzględnia odcień bieli papieru. Dostosuje też odpowiednio jasność poszczególnych barw. Chyba oczywiste jest, że żeby uzyskać identyczny odcień zieleni na papierze bardziej białym i bardziej wpadającym w odcień żółtego, trzeba inaczej dobrać proporcje cyjanu (niebieskiego) i żółtego (z tych 2 kolorów tworzony jest zielony) Jeśli papier jest ciepły, bardziej kremowy, to na pewno zastosuje mniej barwnika żółtego. Jeśli papier jest z rodziny bright white i wpada w kolor niebieski, będzie musiał zastosować więcej barwnika żółtego, żeby ocieplić zimny odcień papieru i pewnie dodatkowo dodać trochę magenty, żeby zmienić HUE (odcień) gotowego koloru. :)

Proste? Pewnie!

Gotowe zdjęcie, które mamy zapisane w przestrzeni roboczej (sRGB, AdobeRGB, ProPhotoRGB) konwertujemy (odpowiednim narzędziem w PS) do profilu papieru na którym chcemy wykonać odbitkę lub wydruk.

UWAGA!!! Jeśli się pomylimy albo zmienimy zdanie co do wyboru papieru to zawsze konwertujemy od nowa z przestrzeni roboczej. Nigdy nie konwertujemy z profilu jednego papieru na profil innego papieru. To tak jakbyśmy wycięli sobie maszynką pasek do gołej skóry przez środek głowy i poszli do drugiego fryzjera z prośbą żeby nam jednak zrobił z powrotem fryzurę Clinta E. z lat młodości. Rozumiecie bezsens takiego działania?

Metody konwersji są różne a co za tym idzie różne efekty końcowe. Profile są przeważnie dostosowane do określonej metody. Nie koniecznie musicie wiedzieć co i jak. I dlatego do LABu zawsze należy oddawać pliki w przestrzeni roboczej. Jakiej? No i to w dużej mierze zależy od tego co i gdzie chcecie zrobić.

Najpierw gdzie:

Jeśli LAB z którym współpracujecie zarządza kolorem i robi to poprawnie oraz ma urządzenia, w których to zarządzanie nie jest tylko teorią (szczególnie dotyczy to maszyn LAB; urządzeń w których można pominąć fabrycznie zaprogramowane zarządzanie kolorem i drukować w pełnym gamucie urządzenia jest garstka; pozostałe to nic innego jak domyślna przestrzeń zbliżona do sRGB, profil służy wyłącznie jako takie ułożenie tych barw, ale nie spowoduje, że pojawi się ich na papierze więcej) to jesteście szczęśliwymi ludźmi. Na odbitkach LAB można uzyskać przepiękne kolory. Jeśli ktoś twierdzi inaczej to być może trafił ze swoimi zdjęciami do nieodpowiedniego labu. Miejscami – i to w sposób widoczny – można wyjść z kolorami sporo poza przestrzeń sRGB a nawet – co postaramy się pokazać – poza AdobeRGB. Pojawią się piękne fiolety, pojawi się piękny turkus oraz głębokie ciepłe odcienie koloru żółtego. Tego nie da się uzyskać na maszynie LAB, w której nie można wyłączyć fabrycznie zaprogramowanego zarządzania kolorem. To samo dotyczy rozpiętości tonalnej.

Jeśli LAB sobie z tym wszystkim radzi i wie czym dysponuje i jakie są możliwości danego urządzenia, to z pewnością przygotowany materiał będzie bardzo wysokiej jakości a Wy będziecie mogli cieszyć się na papierze tym, co widzieliście i przygotowaliście na swoich oprofilowanych monitorach.

Teraz co:

Bez względu na to czy będziecie naświetlać odbitki LAB czy drukować pigmentem, to zarządzanie kolorem wygląda tak samo. Jedynie trzeba pamiętać o tym, że z drukarki pigmentowej kolorów będzie więcej nawet od tego co widzi naprawdę porządny graficzny monitor. Jaki plik przygotować pod odbitkę a jaki pod wydruk? Hmm… może być naprawdę każdy. Może być nawet wspominany wcześniej 16 bitowy TIFF w ProPhotoRGB. Pytanie tylko… po co?

Skoro ustaliliśmy na wstępie, że przestrzeni ProPhoto nic nie jest w stanie pokazać ani zreprodukować i że jest to przestrzeń trochę teoretyczna, to konwersja do profilu papieru i tak ją okroi do możliwości podłoża. Skoro i tak będziemy kroić to ProPhoto, to do odbitek wystarczy AdobeRGB. Skoro już okroiliśmy ilość informacji to nie potrzebujemy już 16 bit. Wystarczy nam plik 8 bit. Skoro zatem wystarczy plik 8 bit, to po co zapisywać TIFF, skoro można zapisać plik JPG w wysokiej jakości? Do czego dochodzimy zatem?

Do odbitek:

plik JPG 8 bit w przestrzeni barwnej AdobeRGB. I tego się trzymajmy. Przy formatach odbitek oraz technologii ich naświetlania naprawdę nie widać różnicy między plikiem TIFF a JPG. Zatem nie stwarzajmy pozornego przeświadczenia o trzymaniu się pewnych formatów dla zachowania wysokiej jakości. Nie przekłada się to wcale na zastosowanie praktyczne a tylko jest kłopotem dla Was i w jakimś stopniu dla nas. Choćby przesyłanie na serwer FTP plików JPG i TIFF. Pokażemy też wykres na którym widać, że można na odbitkach wyjść z barwami poza przestrzeń AdobeRGB. W niewielkim zakresie ale się da. Wtedy można zastosować metodę opisaną poniżej.

Przy wydrukach jest ciut inaczej…

…ale sprowadza się to w sumie do podobnego miejsca. Oczywiście pigment jest w stanie przenieść na papier niewspółmiernie więcej niż maszyna LAB. To jak porównywać dwa auta – sedan klasy średniej i super samochód z silnikiem jak F1. Oba jadą, oba wyciągną 200 km/h… ale ten sportowy da rade 320 km/h. Tutaj już ten 16 bit TIFF w ProPhotoRGB ma większy sens. Drukarka ma moc. :) Papier przenosi dużo informacji. Rzeczywiście można i warto konwertować do profilu papieru z przestrzeni bardzo szerokiej. Nawet jeśli tych kolorów nie widzimy na monitorze, to mogą one pięknie działać w wypełnianiu przejść w tonacji kolorów czy przejść między poszczególnymi kolorami.

Ok, czyli koloru będziemy mieć dużo, warto zostawić 16 bit. Jeśli 16 bit to odpada JPG, musi być TIFF. I dochodzimy do tego naszego TIFF 16 bit ProPhotoRGB. Czyli to co zapamiętaliśmy ze szkolenia, tylko nie bardzo mogliśmy sobie przypomnieć w którym miejscu. :) Zrobiliśmy notatkę, że to pełen wypas i tego się trzymamy tylko prawie zawsze niepotrzebnie. :)

I tu pojawia się kłopot, bowiem… drukowanie z 16 bitowych plików nie zawsze jest możliwe. Sterowniki do drukarek pod systemy Windows są 8 bitowe i mimo że system wspiera drukowanie 16 bitowe to nie do końca jest tak jak być powinno. Systemy Apple owszem tak, mają sterowniki 16 bit, ale z kolei jest problem z profesjonalnym oprogramowaniem do drukowania. I co? I znów się okazuje ze jednak 8 bit i AdobeRGB. Kolory i tak będą przeeepiękne. Oczywiście można przysłać plik w ProPhoto. Konwersja do profilu podłoża zachowa wszystkie możliwe do zreprodukowania barwy.

Na koniec trzeba sobie zadać pytanie, które chyba powinno być na początku. Po co to wszystko? Chyba najszczęśliwsi są Ci, którzy nigdy tematu zarządzania kolorem nie dotknęli i są poza tym. Wszyscy inni, którzy poczuli co daje porządkowanie koloru w swojej pracy, jak z tym kolorem pracować, jak go okiełznać i podporządkować swoim potrzebom – pewnie podobnie jak my – uświadamiają sobie jak wiele wiedzy do zdobycia w tym zakresie jeszcze pozostało. Zarządzanie kolorem to takie pojęcie trochę teoretyczne. W praktyce sprowadza się to do jednego – robię zdjęcie, widzę je poprawnie na swoim monitorze i to co widzę na monitorze, dostaję na papierze. O ile fotografia amatorska może się bez tego obyć, choć ku naszej radości jest coraz większa świadomość wśród fotografujących, że monitor jest tak samo lub nawet bardziej istotnym narzędziem niż kolejny obiektyw czy lustrzanka o klasę lepsza, to w fotografii profesjonalnej pozostawienie zarządzania kolorem na żywioł – jak się uda tak będzie – jest naszym zdaniem nie do zaakceptowania. Trudno, temat nie należy do łatwych i przyjemnych, ale podstawy należy znać tak samo jak zastosowanie kółek od czasu, przysłony i ISO w aparacie fotograficznym.

A tak naprawdę… to najbardziej zawodnym instrumentem w tym całym przedsięwzięciu jest… nasze oko.

Z kolorowym pozdrowieniem
jbrLAB